KFA: Śmierć w Wenecji

Klub Filmowy Ambasada oraz Ars Independent Festival zapraszają na spotkanie z filmem „Śmierć w Wenecji” Luchino Viscontiego. Spotkanie odbędzie się we wtorek 25 kwietnia o godz. 18.30 w katowickim Kinie Kosmos. Prelekcję oraz dyskusję po seansie poprowadzi prof. Tadeusz Miczka – kierownik Zakładu Komunikacji Kulturowej Uniwersytetu Śląskiego.

O tym, że piękno i obsesja potrafią tworzyć iście zabójczą mieszankę, wiadomo nie od dziś. Pożądanie zgubiło już niejednego śmiałka, szczególnie, gdy ten zatracał się w nim bez opamiętania. Twórcy od zawsze kochali tworzyć laurki emocjonalnie rozchwianym mężczyznom dążącym do samozagłady. Zwykle jednak byli to bohaterowie obsesyjnie rozkochani w płci pięknej. W przypadku filmu „Śmierć w Wenecji” nie możemy mówić o oczywistościach i typowych dla „świata dorosłych” rozterkach sercowych, choć serca w tym filmie co nie miara. Dlatego tak istotne jest, aby podczas seansu odstawić na bok uprzedzenia i stereotypy dotyczące mężczyzny bezpamiętnie rozkochanym w młodym chłopcu.

Większości polskiej publiczności tytuł „Śmierć w Wenecji” kojarzy się z historią o „facecie w łódce”, choć w nieudolnym gangsterskim światku twardzieli z filmu „Chłopaki nie płaczą” powinien być to „za…bisty film”! I nie da się ukryć, że właśnie taki jest. Przebywający na urlopie w swoim ukochanym mieście austriacki kompozytor Gustav von Aschenbach (Dirk Bogarte) zapada w twórczą próżnię. Szukając inspiracji do kolejnych utworów, spostrzega na swojej drodze młodego polskiego chłopca Tadzia (Björn Andrésen). Wystarcza moment, by Gustav bezgranicznie wpadł w obsesję na punkcie młodzieńca. Mężczyzna zaczyna go śledzić i podglądając przy byle okazji. Napływ nowych i niespodziewanych emocji budzi w Gustavie przypływ twórczej energii, dlatego nie chcąc przecinać tej nici jednostronnego porozumienia, nie baczy na zagrożenie, jakie niesie za sobą epidemia cholery, która właśnie „zawitała” do miasta.

Bogarte odgrywa rolę bohatera romantycznego, w którym rozgrywa się bitwa serca z rozumem. Luchino Visconti stworzył obraz wypełniony poetyką miejsca i czasu, popychając akcję niespiesznie, acz świadomie do przodu. W sugestywny sposób ukazuje artystę, który chcąc być szczerym wobec swoich uczuć i powołania dąży do samozagłady. Mówi się, że serce nie sługa; Dla ludzi kierujących się w życiu instynktem przykład „Śmierci w Wenecji” będzie przekonujący tym bardziej, że tak pięknej katastrofy w kinie trzeba szukać ze świecą.